Homeostaza i cybernetyka

Jak już mówiliśmy – zjawiska życia istnieją na arenie gry sił i tendencji właściwych wszelkim procesom materialnym. Zajmują jednak miejsce szczególne, gdyż występują wyłącznie w strukturach homeostatycznych („homeostaza” = stan dynamicznej równowagi), to jest tylko w takich, które leżą niejako „na styku” dwóch przeciwstawnych tendencji – entropii i negentropli. Nie mogąc nie podlegać obu tym tendencjom, podlegają im jednocześnie. I nawet tylko w tym rozumieniu życie jawi się nam jako osobliwy i najwyższy ze znanych stan materii. Ten stan nie jest jednak oczywiście wieczny. W jakimś momencie nieuchronnie zwycięża w nim tendencja entropii, chaosu, rozpadu, nieuporządkowania – czyli, ostatecznie, to, co nazywamy śmiercią. Dopóki jednak zjawisko życia trwa – ma zdolność samosterowania dla utrzymywania się w homeostazie. A tym sterowaniem rządzą prawa cybernetyki – podstawowo rzecz ujmując – zupełnie te same, którymi rządzi się sterowanie martwymi układami elektronicznymi, gospodarką, życiem społecznym itp., gdyż przez „cybernetykę” rozumiemy „najogólniejszą naukę o sterowaniu” (z gr. kybernetikos = sterujący).

Heiiosfera – ciąg dalszy

Prócz nielicznych wyjątków oraz mikroświata drobnoustrojów, cały świat roślin wodnych i lądowych uzależniony jest bezpośrednio i całkowicie od energii słonecznej umożliwiającej proces fotosyntezy. Nie wchodząc w subtelności tego zjawiska, powiedzieć trzeba, że jest ono podstawą życia na Ziemi. Bez roślin zielonych, które są pierwszym ogniwem łańcuchów pokarmowych, nie mogłyby istnieć zwierzęta i nie mogliby istnieć ludzie.

Filozofia i konsekwencje metodologiczne – kontynuacja

Wszechrzecz zdaje się być pogrążona w wiecznym „ruchu drgającym”, podlegając niezliczonym i nieobliczalnym dziś oscylacjom i pulsacjom w zawiłości cykli i faz. A ten ruch, będący jej atrybutem, ujawnia nam dwie podstawowe tendencje: entropię i negentropię. Te zaś, czysto fizykalne, tendencje mają zastosowanie nie tylko do Materii, ale i do Ducha.

Doświadczenia etyki niezależnej

Wielu ludzi po zrealizowaniu jednego celu bliższego, stawia sobie następny cel dalszy i tak kolejno realizuje czas swego życia. Jednak przed większością ludzi staje chyba od czasu do czasu pytanie o cel dalekosiężny, o jakiś „cel w ogóle”, ostateczny cel życia. Wielu – nie mogąc swym intelektem dojść do jakichś rozwiązań osobistych tego problemu – chętnie korzysta z zastanych, „danych” niejako odpowiedzi, przyjmując je za własne. I tak również jest bardzo dobrze, gdyż dla myślącej istoty postawione pytanie domaga się odpowiedzi: brak odpowiedzi, wynikający z niemożności jej sformułowania, prowadzi do groźnych frustracji i zachwiania systemów wartości, co tak jednostkowo, jak i społecznie przynosi skutki bardzo negatywne. Toteż nawet zaciekli ateiści, rozpatrując problem na płaszczyźnie społecznej, bywało, przyznawali przecież, że „Nawet gdyby Boga nie było, należałoby Go stworzyć”. Czyli w tym sensie, niezależnie od światopoglądowych przekonań, religie są zjawiskami społecznie pożądanymi, jeśli dostarczają milionom ludzi odpowiedzi na nurtujące ich pytania. I naprawdę nieistotne jest, że w wymiarze poszczególnych jednostek może zaistnieć spór o to, czy te odpowiedzi są prawdziwe, czy nie, skoro rozstrzygnięcie tego problemu drogą naukową jest niemożliwe. Przyjmujemy tu zatem – w sensie społecznym – czysto realistyczny i pragmatyczny punkt widzenia.

Dla ekologów szczególne znaczenie ma poznanie interakcji

Aktualnie postrzegamy świat w sposób prawdziwy, ale tylko fragmentarycznie. Jest prawdopodobne, że gdyby ludzki mózg był przystosowany do logiki nie tylko dwuwartościowej, ale do n-wartościowej, nasz obraz świata byłby zupełnie Inny. Ale to nie oznacza, że byłby prawdziwszy lub mniej prawdziwy. Rzeczywistość jest bowiem nieskończona i – jak mówi Mikołaj z Kuzy – jest jednością wszystkich przeciwieństw. Myślenie dyskursywne może poznać tylko jeden z jej aspektów, jedną z możliwych perspektyw.

Czyny ludzkie

Życie ludzkie od chwili poczęcia, przez narodziny aż do śmierci, ma obecnie inną dynamikę niż w epoce przed rewolucjami przemysłowymi. Dzieje się tak dlatego, że zmiany zachodzące w biosferze są wyzwolone przez człowieka i przyspieszane w sposób nigdy dotąd nie spotykany, przy czym nasilają się one w miarę, jak technosfera wiedziona przez socjosferę dysponuje coraz lepszym instrumentarium. Powstaje sytuacja, w której ludzkość jest przytłaczana coraz to nowymi maszynami i, co gorzej, nawet już bezużytecznymi ich wrakami. Ta dysharmonia dochodzi do takich rozmiarów, że zaciera się cel, któremu to maszynowe instrumentarium ma służyć.

Czym jest dobro, a czym zło

Rodowód człowieka, jak już wspominaliśmy, ciągle jeszcze ma luki i „białe plamy”. Geniusz Odrodzenia – Leonardo da Vinci – nie zawahał się nazwać człowieka „pierwszym zwierzęciem wśród zwierząt’’, nawet w tym stwierdzeniu wyprzedzając swoją epokę, bo teza ta w owym czasie nie miała jeszcze żadnej podbudowy naukowej, a przeciwnie – wydawać się musiała bluźniercza.

Czym jest dobro, a czym zło cz. II

Uświadomienie sobie biologicznego tła stosunków międzyludzkich ma więc doniosłe znaczenie. Etyka jednostek, a co za tym idzie – społeczeństw {choć nie jest to suma prosta), to w świecie ludzkim zespół naukowo opisanych (normatywnych dla praktyki) norm, nakazów i zakazów, stanowiący system regulujący stosunki wewnątrzgatunkowe – międzyludzkie i społeczne (prawo). Żadna też filozofia i ideologia nie obchodzi się bez etyki jako integralnego składnika systemu.

Człowiek i system wartości

Jednym z najistotniejszych cywilizacyjnie programów, jak już wspominaliśmy, jest etyka – w wyrazie praktycznym jako moralność i jako przedmiot naukowej wiedzy i refleksji. Człowiek jako istota posiadająca zawsze jakiś tam system wartości powoduje się nim na co dzień, świadomie, półświado- mie czy nawet nieświadomie i w tym sensie powoduje się nimi każde społeczeństwo, cała ludzkość wreszcie. A z systemów wartości rodzą się wszelkie motywacje działań, zaś motywacje te na szczeblu rozwoju cywilizacyjnego znacznie wykraczają poza grupę „motywacji biologicznych”. Konieczność zaspokajania potrzeb podstawowych, ta sama przecież dla człowieka dzisiaj, co i tysiące lat temu, nie wymaga – jako impulsu sprawczego – uświadomionych systemów wartości ani tak rozumianych motywów. Jednak już sposób ich zaspokajania ujawnia silny związek z obowiązującym w danym czasie systemem wartości. Taki sam związek ujawnia się również w odniesieniu do potrzeb wyższego rzędu niż podstawowe.

Człowiek społeczno-kulturowy: ewolucja pozagenowa cz. II

Naruszanie szczegółowych praw ewolucji może prowadzić do uwstecz- nienia, gdyż w generalnym prawie ewolucji istnieje taka możliwość. Jeśli jednak zwierzęcy gatunek pozbawiony świadomości uwstecznia się w toku ewolucji bądź ginie całkowicie, jest to zjawisko spoza jego woli: wynik swo- istej loterii szans genetyczno-ewoluęyjnych w płaszczyźnie selekcji nakierowanej na rozwój wzwyż. Niektóre gatunki, jak np. mrówki i termity (zwłaszcza), uchroniły się od wymazania z pola życia przez wykorzystanie wszelkich możliwych szans w kierunku skrajnego konserwatyzmu, niemal 100-procentowej samowystarczalności i herm ety ki społeczności w przypadku termitów. A zatem w wiełkim laboratorium natury ich „eksperyment” się „powiódł” (to znaczy – uchronił je od całkowitej zagłady gatunkowej). Ate gdyby podobny los miał spotkać gatunek ludzki obdarzony świadomością, byłby to jedynie dowód głupoty na skalę kosmiczną. Bezrozumne (w porównaniu z ludzkim) gatunki nie są bowiem w stanie naruszać żadnych praw ewolucji.

Człowiek z punktu widzenia naukowego

Złudzeniem jest, by szczęście i zdrowie jednostki mogło być osiągnięte przez nią w izolacji, w oderwaniu od dobra i szczęścia innych ludzi, z którymi każda jednostka znajduje się w rozlicznych i ścisłych związkach jako element systemu: ja – ty, ja – inni. Zaburzanie tych związków, niszczenie ich homeostazy, jest czynnikiem nie tylko niszczącym zdrowie, ale także i wynaturzeniem struktur hierarchii wartości. Konieczne jest więc przeniesienie akcentów z egoistycznych na alterocentryczne (nawet w interesie koniecznych stopni egoizmu). Alterocentryzm jest bowiem postawą, w której nie musi nastąpić całkowite wyrzeczenie się egoizmu, niekiedy równoznaczne z wyrzeczeniem się własnego „ja”, natomiast nosiciel takiej postawy wie, że przyczyniając się do dobra innych – sam uzyskuje dobro, czyli także zaspokaja swój egoizm. Jest to więc, paradoksalnie mówiąc, rodzaj „interesownego altruizmu” jako formuła chyba bardziej do powszechnego zaakceptowania niż altruizm w pełnym i jednostronnym rozumieniu.

Cecha wspólna człowieka i zwierząt

Za wspólną cechę biologiczno-psychiczną zwierząt i człowieka uznał Lorenz „agresję wewnątrzgatunkową”, przypisując jej walor głównej siły rozwojowej, lecz i przestrzegając przed niebezpieczeństwami, jakie ze sobą niesie. Zanalizował mechanizmy tej agresji, jej funkcjonowanie, a także przenoszenie i stępianie, m.in. przez zabiegi „rytualizacji”. Agresja ta – w zależności od stopnia jej opanowania – jednakowo wiedzie do czynienia „dobra” (stwarza sytuacje wewnątrzgatunkowo pożądane), jak i „zła” (sytuacje niepożądane).

Agresja wewnątrzgatunkowa

Agresja wewnątrzgatunkowa w królestwie zwierząt „działa dla dobra wielkiej sprawy życia” jako podstawowy regulator życia, jednak w świecie ludzkim jej generalne odniesienia zmieniają się, jak sądzimy przede wszystkim z tego powodu, że zasadniczo inaczej wygląda w nim problem życia i śmierci. Człowiek – przez rozum i związaną z nim psychikę – uzyskał wewnętrzną świadomość śmierci i jego dążenia do zachowania – nieraz za wszelką cenę – życia osobniczego są także dążeniem do zachowania niepowtarzalnych wartości wewnętrznego świata jednostki. Mówiliśmy już, że dla przyrody jesteśmy tylko organizmami: nasze indywidua są dla niej zupełnie obojętne, w pełni podlegają jej prawom i nie ma ona dla nas żadnych „taryf ulgowych”: wszelkie życie jako czasowy „wyjątek” od praw entropii musi powrócić do stanu entropii (rozpadu i bezładu). Zwierzęta są wolne od tej dramatycznej świadomości, przeto bronią swego życia w ramach aktywności biologicznej opartej na instynkcie samozachowawczym, właściwym też człowiekowi i spotęgowanym o możliwości rozumu i psychiki. Modele życia budowane przez człowieka, także w swych ekonomiczno-społecznych i etycznych uwarunkowaniach, zmierzają więc do maksymalnej ochrony (a raczej zmierzać powinny) najwszechstronniej rozumianego zdrowia i życia jednostki (fizycznego i psychicznego) jako najwyższej, niepowtarzalnej jakości i wartości. Łatwo spostrzec, że jest to wyzwanie rzucone przyrodzie, trudne do realizacji i wymagające perfekcji w praktycznym stosowaniu etyki – etyki, której nie mogą już wystarczyć tylko biologiczne przesłanki sensowności.