Rozmowa lekarza i poety

Poeta: Panie Profesorze, znamy się, rozmawiamy ze sobą i współpracujemy już od lat kilkunastu. Zastanawiam się, dzięki czemu jest to możliwe, bo przecież na pierwszy rzut oka tak wiele nas dzieli: jest Pan Profesor starszy ode mnie blisko lat 40, prawie dwa pokolenia (a nieraz mówiło się o „konfliktach” pokoleń): moim powołaniem jest pisarstwo, zawodem wyuczonym nauczycielstwo, wykonywanym – praca redakcyjna, Pana – nauka i praktyka medyczna. Uczonemu przypisuje się jako cechy konieczne żelazną logikę, precyzję, umysł chłodny i przenikliwy, wiedzę ściśle uporządkowaną i dostatecznie rozległą w swej dziedzinie: takich cech nie oczekuje się od poety, dając mu niejako placet na cechy innego rodzaju: tego, co wolno poecie – nie wolno uczonemu i na odwrót…

Lekarz: Skoro już postawiłeś ten problem, spróbujmy poddać go refleksji. Pokolenia składają się z ludzi. Jeśli między konkretnymi ludźmi nie zaistnieje przyczyna konfliktu, to nie zaistnieje i konflikt. Istniejące spory nie wynikają z „pokoleniowości” jako takiej. Raczej niechęć lub zawiniona niemożność porozumienia prowadzi do prób uzasadniania takiej sytuacji rzekomo obiektywną konfliktowością pokoleniową. Jest to nadużycie argumentu, maskujące niedostatki etyczno-intelektualne.

Poeta: Ten punkt widzenia jest mi bardzo bliski. Ale przecież istnieje coś takiego, jak różnice doświadczeń życiowych i intelektualnych, systemów wartości, niekiedy celów i aspiracji, nawet kondycji psychofizycznej związanej z wiekiem.

Lekarz: Te różnice istnieją, lecz przecież są one naturalne, trzeba je więc traktować w sposób również naturalny. Co więcej – należy te różnice wykorzystywać w sposób twórczy: od dojrzałości jednych i drugich (a dojrzałość nie jest automatycznie przywilejem wieku) zależy, aby owe różnice nie wiodły do sprzeczności i konfliktów, ale do tworzenia nowego, w twórczej dyskusji i twórczym działaniu. Doświadczenie jest wielkim majątkiem każdej osoby. Dojrzałość młodszych winna się uwidaczniać w tym, że chcą i potrafią z tego doświadczenia starszych korzystać, zaś dojrzałość starszych w tym, że chcą i potrafią tym doświadczeniem się dzielić. A gdy jednocześnie obie strony użyją do tego posiadanej wiedzy – efekt musi być dla nich korzystny. Młodsi także dysponują pulą własnego doświadczenia. Konfrontacja tych wartości, wcale nie konfliktowa, jest niezbędnym warunkiem postępu. Poeta: Czymże są różnice wobec celów wspólnych, które jednoczą?

Lekarz: Zwłaszcza gdy stoimy przed zasadniczymi problemami współczesności, gdy stoimy jako ludzkość przed problemem – wręcz – przetrwania na naszej planecie. Tobie oszczędzone zostało doświadczenie ponurej nocy okupacji, choć jesteś dzieckiem wojny, ale przecież w tamtych czasach, jak wszystkim wiadomo, również nie było podziałów na młodych i starych – walczyli o przetrwanie wszyscy, w dostępny sobie sposób, a wśród bohaterów były kobiety, dzieci, byli młodzieńcy, ludzie dojrzali i starcy…

Poeta: Tak, ale przekazywanie doświadczeń jest niesłychanie trudne. Niektórzy mówią, że wręcz niemożliwe, że każde pokolenie musi…

Lekarz: …przejść własną drogę i tak dalej. Jest to prawda, ale niepełna prawda. Wiele zależy tu również od odbiorcy przekazu, szczególnie od tego, by zechciał on czytać doświadczenia innych, choćby po to, aby uniknąć błędów swoich pokoleniowych poprzedników. Wszak absurdem jest popełnianie, z uporem godnym lepszej sprawy, stale tych samych, chociaż znanych i opisanych nawet, błędów innych ludzi. Ale czemu się dziwisz naszej współpracy? Jesteś wszak poetą, a zatem posiadasz wyobraźnię. Wyobraźnia umożliwia niekiedy to, co bywa trudne lub niemożliwe dla intelektu. Zresztą pisarz nie byłby pisarzem, gdyby nie wrodzona mu umiejętność korzystania z doświadczeń innych ludzi: jego własnego życia, własnych doświadczeń zapewne nie starczyłoby mu np. na upostaciowienie czy przetworzenie tylu wartości, faktów, zjawisk, przeżyć i tym podobnych elementów literackiego tworzywa, których nie sposób zdobyć „czystą” jeno wiedzą „podręcznikową” lub książkową.

Poeta: To bardzo przekonywające. Co jednak począć z różnicami między nauką i sztuką, jakie ciążą na naszej umysłowości?

Lekarz: I te różnice są naturalne: odnosi się do nich to samo, co powiedziałem poprzednio. Ale te różnice są w dużym stopniu pozorne: odziedziczyliśmy w tym zakresie zbyt wiele skostniałych stereotypów.

Poeta: Jako różne drogi widzenia i nazywania świata nauka i sztuka z pewnością nie są ze sobą sprzeczne. Jednoczy je ten sam w istocie cel poznawczy…

Lekarz: Masz rację. Lecz takie stwierdzenie nie wystarczy. Nauka i sztuka są bardzo blisko siebie, a w każdym razie powinny być blisko w świadomości swych twórców. Po pierwsze – wyrastają ze wspólnego przecież w przeszłości pnia filozofii i, mimo różnic, winny się ze sobą „spotykać”. Po drugie – mają wspólne cele, a najważniejszy z nich to po prostu człowiek i jego dobro: już to wystarczy, by dostrzec ich rzeczywiste pokrewieństwo. Zdarza się, że i pisarze czynnie uprawiają naukę, jak choćby humanistykę, medycynę, czy nawet fizykę lub inne dziedziny, co dowodzi, że nie są sprzecznością w osobowości ludzkiej dziedziny pozornie tylko odległe.

Poeta: Pan Profesor ciągle powtarza, że „lekarzowi nic, co ludzkie nie śmie być obce lub obojętne”. Pomyślałem kiedyś, że zupełnie to samo należy odnieść do pisarza.

Lekarz: Słusznie. Sformułowaliśmy więc bardzo istotną w kontekście ety- czno-filozoficznym cechę wspólną. Zaś co do cech przypisywanych ludziom nauki, jakie wymieniłeś poprzednio, nie powinny być one postulowane jako wyłączne. Faktem jest, że obecna nauka, zwłaszcza medycyna, która zabrnęła w ślepe zaułki redukcjonizmu, neopozytywistycznego ma- szynizmu i nihilizmu terapeutycznego, paraliżuje osobowość ludzi nauki żądaniem wyłączności „mędrca szkiełka i oka”. Tymczasem nauce, by sprostała wyzwaniu naszych czasów, koniecznie należy przywrócić – jej ludziom – owe „wzgardzane” cechy, jak właśnie emocje, wyobraźnię (nade wszystko etyczną), intuicję, nawet iluminację. To nie anachronizm, lecz cechy dynamizujące, choć nie znamy w pełni ich natury. Nauka dzisiejsza przypomina niekiedy motyw węża zjadającego własny ogon. Redukcjonizm i neopozytywizm nie dozwalają przyjmować do wiadomości niczego, co nie poddaje się pełnemu logicznemu wyjaśnieniu wedle panujących metodologii i paradygmatów, szkodząc tym samej nauce, szczególnie medycynie. Oczywiście, metodologia opisu i nazywania świata inna jest dla nauki, inna dla sztuki, literatury, co nie znaczy, że ich wymogi są sprzeczne. Rozumiane nie metodologicznie, lecz jako cechy osobowości, mogą być wspólne ludziom nauki i sztuki. Emocja, wyobraźnia, intuicja – nie mogą zaszkodzić prawdziwemu uczonemu, ścisłość, precyzja, logika – choć na innych „piętrach” i w innym kontekście – nie mogą zaszkodzić poecie, a wręcz przeciwnie: mogą być sojusznikiem jego twórczości, chociaż przesądzają tu sprawę indywidualne osobnicze cechy.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>