Daily Archives 3 grudnia 2015

Historia o drzewie

Niedaleko od wioski, w której mieszkali moi pradziadkowie i dziadkowie, żyła pewna kobieta, która zajmowała się, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, pracą z energiami. Wtedy ludzie na Polesiu nazywali taką osobę „szeptuchą”, ponieważ leczyła ona ziołami oraz szeptanymi po cichu modlitwami… a może zaklęciami? Pewnego razu zdarzył się niebezpieczny wypadek – naszego sąsiada bardzo mocno poturbował rozjuszony buhaj. Choć na początku lat sześćdziesiątych opieka medyczna nie była tak rozpowszechniona jak teraz, zrozpaczona rodzina zawiozła nieszczęśnika do szpitala oddalonego o 25 kilometrów. Tam jednak powiedziano, że nie można poszkodowanemu pomóc, a lepiej będzie mu umierać w domu. Przywieziono więc z powrotem chorego, a cała peregrynacja odbywała się wozem zaprzężonym w dwa konie, tak więc trwało to kilka dobrych godzin. Dzieci i żona sąsiada oraz jego starzy rodzice pogodzili się z sytuacją, a sam chory szykował się na śmierć. Zapalono gromnicę, odmawiano modły, mijała godzina za godziną, ale chory żył. Rankiem następnego dnia jego stan nie uległ zmianie. Ktoś z sąsiadów poszedł po rozum do głowy i powiedział: