Brak świadomości higieny

Z biegiem czasu – obcując właściwie stale z tą samą gamą chorób – także organizmy ludzkie uodporniały się na nie i wytwarzał się model niejako „pasożytniczej symbiozy”, przy czym oczywiście organizm żywiciela zwykle niewiele tu zyskiwał, ale przynajmniej tyle, że albo przebieg choroby był stosunkowo łagodny, albo po zamknięciu się cyklu rozwojowego „agresora” następowało samowyleczenie, zaś człowiek stawał się co najwyżej nosicielem przetrwalnikowych form drobnoustrojów.

Brak świadomości higieny (bo o „stanie higieny” trudno mówić w wypadku koczujących grup ludzkich, przenoszących się z miejsca na miejsce) oraz procesów chorobotwórczych powodował, że nasi dalecy przodkowie prawdopodobnie narażeni byli głównie na choroby pasożytnicze.

Wraz z przestawianiem się ludzi na osiadły tryb życia i dalszym rozwojem cywilizacji sytuacja jakościowa poczęła się zmieniać. Nowy tryb, styl I warunki życia doprowadzały do stałego zwiększania się liczebności populacji ludzkiej, a tym samym – do stałego zwiększania się gęstości zaludnienia. Następowało też kurczenie się przestrzeni światowej w wyniku odkryć geograficznych i rozwoju środków komunikacji, zwiększała się permanentnie częstotliwość kontaktów międzyludzkich w sensie fizycznym. I oto przed endemicznie egzystującymi organizmami chorobotwórczymi stanęła „obfitość pożywienia”.

Z tym momentem „program oszczędzania żywiciela” począł się stawać programem „nieaktualnym”. I prawdopodobnie na tej zasadzie rozpoczęły się zjawiska epidemii, a nawet pandemii, ogarniające niemal cały świat. Znane nam z przekazów historycznych „mory”, „morowe powietrza”, „zarazy” uporczywie i cyklicznie towarzyszyły historii człowieka, a jeszcze przecież nie tak dawno, bo po I wojnie światowej, słynna grypa „hiszpanka” zdołała pochłonąć hekatombę ofiar. Ludzkość bowiem, z niewielką tylko przesadą, poczyna się stawać jedną, wielką, wszechogarniającą… monokulturą, która niszcząc i dezorganizując biosferę, ściąga na siebie coraz liczniejsze uderzenia biologicznego „fatum” chorób. A jak zwodnicze bywają w tym zakresie sukcesy człowieka w walce z chorobami i ich nosicielami, niechaj świadczy przykład „zemsty komara”. Ludzkość wydała „świętą wojnę” komarom – nosicielom malarii – za pomocą cudownego środka, jakim wydawał się DDT. I oto nie tylko cala dosłownie biosfera została w jakimś stopniu tym środkiem nasycona, lecz także nasycone nim zostały organizmy ludzi. Później zaś dowiedziono, że DDT jest wysoce szkodliwy i może spowodować nawet szkody genetyczne w organizmach.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>