Drzewa to nasi towarzysze

Niestety spowodowało to, że problemy dopiero się zaczęły. Dostałam bardzo wysokiej gorączki, cały palec był czerwony i dosłownie pulsował żywym ogniem. Mój stan z godziny na godzinę był coraz gorszy. Kiedy dziadkowie wieźli mnie do szpitala byłam już nieprzytomna, a dyżurny lekarz wydał straszny wyrok:

– Gangrena, kciuk należy amputować przy nasadzie, w rejonie drugiego stawu.

Decyzja należała do dziadka i powiedział on „Nie”, za co jestem mu do tej pory wdzięczna i zabrał mnie nieprzytomną do domu. Na zmianę z prababcią siedzieli przy moim łóżku przez trzy doby i modlili się nieustannie. Nie podawano mi żadnych leków farmaceutycznych, stosowano jedynie modlitwę i magiczne nalewki prababci. Po trzech dniach odzyskałam przytomność i wtedy jedyny raz w życiu widziałam jak mój ukochany dziadek płacze. Pamiętam, jak przyszła mi do głowy myśl, że musiałam tym razem strasznie narozrabiać. Tego, że byłam w szpitalu, że groziła mi amputacja palca i że przez trzy doby byłam nieprzytomna, wcale nie pamiętałam. Na szczęście dziadek mnie uspokoił zapewnieniem, że się na mnie nie gniewa, a prababcia tuliła mnie jak nigdy. Nie był to jednak jeszcze koniec problemów. Mój organizm po walce z tak poważnym zakażeniem był wyjątkowo osłabiony, nie miałam apetytu, nie wykazywałam zwykłej dla mnie żywiołowej energii. Nie miałam sił, by wstać z łóżka. Stosowane przez moich bliskich metody nie dawały rezultatów. W końcu moja prababcia powiedziała:

– Skoro zwykłe sposoby zawodzą, trzeba czegoś wyjątkowego. Ala jest dzieckiem Natury i tylko ona może jej pomóc w pełnym powrocie do sił.

Kazała spleść hamak i rozwiesić go między dwiema jabłoniami. Do dziś pamiętam, że były to antonówki, smak ich owoców czuję w ustach do tej pory. Owijano mnie w koc i około dziewiątej rano wynoszono mnie na dwór i układano w hamaku. Leżałam i słuchałam szumu liści, śpiewu ptaków, obserwowałam grę słońca i cienia, wędrówki jaszczurek i rzekotek po chropowatym pniu, wdychałam cza- rowny zapach sierpniowego sadu, dojrzewających owoców, kwiatów i traw. Po trzech dniach poczułam, że nie mogę pozostawać tylko biernym obserwatorem, w moich żyłach znów zaczęła krążyć zdrowa krew, powrócił równomierny oddech, a temperament…, do dziś trochę szkoda, że dziadkowie z radością przyjęli tylko mój pierwszy psikus, a potem wcale nie budziły one ich entuzjazmu.

Drzewa, to nasi towarzysze, partnerzy, przyjaciele, a także współmieszkańcy naszej pięknej planety. Możemy i powinniśmy czerpać z ich rezerwuarów energetycznych. Możemy i powinniśmy korzystać z ich sił i właściwości. Ale również możemy i powinniśmy dbać o nie, troszczyć się, by miały odpowiednie warunki do wzrostu, bronić ich przed głupcami, którzy je niszczą, krzywdzą i wycinają. Dlatego jeśli chcesz korzystać z ich niezwykłych właściwości, zacznij od zasadzenia choćby jednego własnego drzewa. Osobiście mam hektar lasu. Część to samosiejka, czyli drzewa, które zasiał wiatr, część to stare, nie używane pastwisko, które kupiłam po to, by móc sadzić drzewa, nasze, polskie piękne sosny, brzozy i dęby. To tam, między nimi, odzyskuję siły do pracy, wiarę w sens tego, co robię, nadzieję na przyszłość i miłość do wszystkiego, co żyje. Zasadź jedno małe drzewo, a sam zobaczysz, że dokonałeś czegoś wielkiego, kiedy ono urośnie i zacznie śpiewać pieśń o dobrym człowieku, który je wypielęgnował.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>