Dzieje degradacji i zatruć środowiska

Oddziaływanie człowieka na środowisko przyrodnicze w tak dużej skałi jest procesem stosunkowo młodym, ale wiadomo, że i w pradziejach ludzie zmieniali swe najbliższe otoczenie. Prześledźmy ten proces, opierając się na rozmowie z archeologiem – prof. Waldemarem Chmielewskim.

Przebieg procesów człowiek-środowisko przyrodnicze od początków istnienia człowieka, ginących w pomroce dziejów, wyznaczył historię naszego gatunku. Tylko człowiek bowiem zdolny był naruszyć status quo biosfery, wyrwawszy się z niewoli genetycznie uwarunkowanych nakazów i zakazów egzystencjalnego zachowania się, i zakłócił jej równowagę. I kosztem tej właśnie równowagi zbudował swoją cywilizację – kulturę materialną i duchową.

W związkach człowieka z przyrodą, zwłaszcza na etapach wcześniejszych, występowały bardzo silne mechanizmy adaptacyjne w stosunku do środowiska, szczególnie tam, gdzie przyroda była zbyt silna, groźna i nie dająca się opanować. W takich warunkach nie „rozwój” w naszym rozumieniu, a tylko „przetrwanie” było możliwe, wyciskając określone znamię na kulturze materialnej i duchowej, całkowicie opartej na adaptacji i jako takiej w pełni determinowanej środowiskiem.

Gdzie indziej człowiek byl istotą ekspansywną – starał się maksymalnie wykorzystać środowisko na swoje potrzeby, narzucając niejako swoje „reguły gry”. 50 000 lat temu, na etapie gospodarki myśliwskiej, wpływ człowieka na środowisko zaznaczał się głównie w trzebieniu zwierzyny. Człowiek ówczesny, posiadacz ognia, dysponujący jeszcze znaczniejszą sprawnością zmysłową i fizyczną oraz rozumem, narzędziami i bronią, którą stale doskonalił, stał się głównym i najniebezpieczniejszym wrogiem żywych istot, którymi mógł się pożywić, w których skóry mógł się odziać, a z ich kości sporządzać narzędzia. Surowe warunki bytowania i bezwzględne prawa walki o byt zmuszały człowieka do maksymalnego – na tym etapie – eksploatowania zasobów środowiska. Prowadził koczowniczy tryb życia i choć odbywało się to na niewielką skalę (20-30 km) i pozwalało na odnawianie się zasobów zwierzęcych, to jednak – mimo to – można uznać, że ówczesny człowiek przyczynił się do zupełnego wyginięcia wielu gatunków zwierząt. Na terenie Polski mamy ok. 30 stanowisk archeologicznych, odsłaniających obozowiska koczujących myśliwych. Pochodzą one z przedziału czasu od 30 do 90 tysięcy lat p.n.e. I tak przykładowo jaskinie Koziarnia i Nietoperzowa koło Ojcowa były miejscem masowych polowań na niedźwiedzie jaskiniowe. Tylko na powierzchni 30 m2 znaleziono 120 kg ich kości oraz 2 tys. kłów. Wykopaliska prowadzone w Przedmości na Morawach odkryły szczątki 2-3 tysięcy mamutów. W Erd na Węgrzech odkryto obozowisko 20-25-osobowej grupy myśliwych, którzy przebywali w tym miejscu ok. 4-5 miesięcy. Ze szczątków niedźwiedzi obliczono, że grupa ta w tym okresie spożyła …40 ton mięsa. Po 25 tys. roku p.n.e. nie spotykamy już niedźwiedzi jaskiniowych, które wyginęły – przy dużym udziale człowieka – a po 15 tys. roku p.n.e. nie istnieją już mamuty – poza swą syberyjską enklawą, gdzie przetrwały dłużej. A wiemy, że z biegiem czasu praczłowiek stawał się coraz lepszym specjalistą w polowaniach na te największe wówczas lądowe zwierzęta. Gdyby nie człowiek, być może przetrwałyby do naszych czasów także Iwy jaskiniowe. Oczywiście, na zagładę tych zwierząt musiał mieć wpływ także klimat, lecz trzeba sobie uświadomić, że nadmierna trzebież zwierzyny wyrywała z łańcuchów biocenoz istotne ogniwa.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>