Eksplozja informacji

Istnieje więc potrzeba opracowania innej metodologii naukowej, która by łączyła zalety dawnej filozofii Hipokratesa i Arystotelesa ze współczesną filozofią holistyczną, umożliwiając nie tylko poznawanie praw cząstkowych, lecz także tworzenie wielkich syntez. Poszukiwania w tym kierunku należą do kluczowych, jeżeli nauka ma sprostać wyzwaniu czasu. Nie należy nawet rozważać, czy jest to możliwe, ale jak jest to możliwe. Znaczącym krokiem w tym kierunku jest filozofia systemowa, z której wyrasta współczesny ekologizm jako humanizm naszych czasów. Koncepcja neohipokra- tesowska, w zasadzie identyczna ze stanowiskiem Artystotelesa, zakłada drogę postępowania badawczego od ogółu do szczegółu.

Lekarz wychowany na paradygmacie ekologicznym wie, że nie zdoła uleczyć człowieka najdoskonalszym nawet zabiegiem chirurgicznym czy działaniem biochemiczno-farmakologicznym, jeżeli pacjent wróci potem w to samo środowisko, w którym zachorował. Może go natomiast uleczyć trwale wtedy, gdy się uzdrowi przede wszystkim środowisko – uszkodzone głównie przez działanie innych ludzi – nieświadomych skutków swej działalności albo wolnych od skrupułów etycznych,

Eksplozja informacji zatrwożyła nas, współczesnych, i przywiodła do przekonania, że jednostka staje się bezsilna i nie może już syntezować wiedzy. Specjalizacje stały się więc rodzajem schronienia, niekiedy dość „bezpiecznego” – w sensie psychologicznych uwarunkowań pracy naukowej i zdobywania wiedzy. Maleje wtedy stopień „zagrożenia” przez poglądy inne, może kontrowersyjne, jeśli nie dotyczą one bezpośrednio danej specjalności. Specjalista może się czuć „zabezpieczony” przed koniecznością wchodzenia na „grząskie” tereny syntez i interpretacji ogólnych, a to zarazem zwalnia go niejako z koniecznego obowiązku zdobywania rynsztunku wiedzy ogólnej, zwłaszcza humanistycznej. Tym samym stwarzane zostają obiektywne warunki do maskowania rzeczywistej ignorancji we wszystkim, co nie dotyczy specjalności, a co właśnie dla samej specjalności jest jednak konieczne i warunkuje jej właściwy rozwój, nakierowany na potrzeby drugiej jednostki ludzkiej i potrzeby społeczności. Przecież tu właśnie istnieje jedno ze źródeł dehumanizacji medycyny, a także dehumanizacji wielu innych dziedzin wiedzy. Nadto takie hermetyczne zamykanie się w specjalizacjach stwarza pozory wiedzy „pewnej”, bezwzględnej, niepodważalnej, a zatem jej nosicielom nadaje splendor „nieomylnych”, graniczący z głupotą, obcy zasadom deontologii lekarskiej i zasadom etyki: każda megalomania jest bowiem faktycznym hamulcem procesu poznawczego. Taka sytuacja zwalnia też – nawet podświadomie – z obowiązku stałego, trudnego wysiłku „wybiegania w górę”, w rejony wymagające już pokaźnego rynsztunku wiedzy ogólnej i międzydyscyplinarnej: staje się więc taka sytuacja także… wygodna dla niektórych jednostek, z oczywistą szkodą dla leczonych pacjentów, gdy w grę wchodzi lekarz – praktyk, nawet jeśli jest on rzetelnie „zagrzebany” w gąszczach niesłychanie szczegółowych zagadnień.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>