Category Medyk

Koncepcja Heisenberga

Hasło to podchwycone zostało przez wszystkich, którym nie wystarcza redukcjonistyczna wiara, że na dowolnym poziomie organizacji od biologii po psychologię i socjologię, medycynę jednostkową i społeczną, świat to tylko makromolekuły, mutacje, dobór naturalny, odruchy warunkowe i bezwarunkowe, jednostkowe zachowania ludzkie. Że świat to coś więcej.

Homeostaza i cybernetyka

Jak już mówiliśmy – zjawiska życia istnieją na arenie gry sił i tendencji właściwych wszelkim procesom materialnym. Zajmują jednak miejsce szczególne, gdyż występują wyłącznie w strukturach homeostatycznych („homeostaza” = stan dynamicznej równowagi), to jest tylko w takich, które leżą niejako „na styku” dwóch przeciwstawnych tendencji – entropii i negentropli. Nie mogąc nie podlegać obu tym tendencjom, podlegają im jednocześnie. I nawet tylko w tym rozumieniu życie jawi się nam jako osobliwy i najwyższy ze znanych stan materii. Ten stan nie jest jednak oczywiście wieczny. W jakimś momencie nieuchronnie zwycięża w nim tendencja entropii, chaosu, rozpadu, nieuporządkowania – czyli, ostatecznie, to, co nazywamy śmiercią. Dopóki jednak zjawisko życia trwa – ma zdolność samosterowania dla utrzymywania się w homeostazie. A tym sterowaniem rządzą prawa cybernetyki – podstawowo rzecz ujmując – zupełnie te same, którymi rządzi się sterowanie martwymi układami elektronicznymi, gospodarką, życiem społecznym itp., gdyż przez „cybernetykę” rozumiemy „najogólniejszą naukę o sterowaniu” (z gr. kybernetikos = sterujący).

Filozofia i konsekwencje metodologiczne – kontynuacja

Wszechrzecz zdaje się być pogrążona w wiecznym „ruchu drgającym”, podlegając niezliczonym i nieobliczalnym dziś oscylacjom i pulsacjom w zawiłości cykli i faz. A ten ruch, będący jej atrybutem, ujawnia nam dwie podstawowe tendencje: entropię i negentropię. Te zaś, czysto fizykalne, tendencje mają zastosowanie nie tylko do Materii, ale i do Ducha.

Dla ekologów szczególne znaczenie ma poznanie interakcji

Aktualnie postrzegamy świat w sposób prawdziwy, ale tylko fragmentarycznie. Jest prawdopodobne, że gdyby ludzki mózg był przystosowany do logiki nie tylko dwuwartościowej, ale do n-wartościowej, nasz obraz świata byłby zupełnie Inny. Ale to nie oznacza, że byłby prawdziwszy lub mniej prawdziwy. Rzeczywistość jest bowiem nieskończona i – jak mówi Mikołaj z Kuzy – jest jednością wszystkich przeciwieństw. Myślenie dyskursywne może poznać tylko jeden z jej aspektów, jedną z możliwych perspektyw.

Czym jest dobro, a czym zło

Rodowód człowieka, jak już wspominaliśmy, ciągle jeszcze ma luki i „białe plamy”. Geniusz Odrodzenia – Leonardo da Vinci – nie zawahał się nazwać człowieka „pierwszym zwierzęciem wśród zwierząt’’, nawet w tym stwierdzeniu wyprzedzając swoją epokę, bo teza ta w owym czasie nie miała jeszcze żadnej podbudowy naukowej, a przeciwnie – wydawać się musiała bluźniercza.

Czym jest dobro, a czym zło cz. II

Uświadomienie sobie biologicznego tła stosunków międzyludzkich ma więc doniosłe znaczenie. Etyka jednostek, a co za tym idzie – społeczeństw {choć nie jest to suma prosta), to w świecie ludzkim zespół naukowo opisanych (normatywnych dla praktyki) norm, nakazów i zakazów, stanowiący system regulujący stosunki wewnątrzgatunkowe – międzyludzkie i społeczne (prawo). Żadna też filozofia i ideologia nie obchodzi się bez etyki jako integralnego składnika systemu.

Człowiek i system wartości

Jednym z najistotniejszych cywilizacyjnie programów, jak już wspominaliśmy, jest etyka – w wyrazie praktycznym jako moralność i jako przedmiot naukowej wiedzy i refleksji. Człowiek jako istota posiadająca zawsze jakiś tam system wartości powoduje się nim na co dzień, świadomie, półświado- mie czy nawet nieświadomie i w tym sensie powoduje się nimi każde społeczeństwo, cała ludzkość wreszcie. A z systemów wartości rodzą się wszelkie motywacje działań, zaś motywacje te na szczeblu rozwoju cywilizacyjnego znacznie wykraczają poza grupę „motywacji biologicznych”. Konieczność zaspokajania potrzeb podstawowych, ta sama przecież dla człowieka dzisiaj, co i tysiące lat temu, nie wymaga – jako impulsu sprawczego – uświadomionych systemów wartości ani tak rozumianych motywów. Jednak już sposób ich zaspokajania ujawnia silny związek z obowiązującym w danym czasie systemem wartości. Taki sam związek ujawnia się również w odniesieniu do potrzeb wyższego rzędu niż podstawowe.

Człowiek społeczno-kulturowy: ewolucja pozagenowa cz. II

Naruszanie szczegółowych praw ewolucji może prowadzić do uwstecz- nienia, gdyż w generalnym prawie ewolucji istnieje taka możliwość. Jeśli jednak zwierzęcy gatunek pozbawiony świadomości uwstecznia się w toku ewolucji bądź ginie całkowicie, jest to zjawisko spoza jego woli: wynik swo- istej loterii szans genetyczno-ewoluęyjnych w płaszczyźnie selekcji nakierowanej na rozwój wzwyż. Niektóre gatunki, jak np. mrówki i termity (zwłaszcza), uchroniły się od wymazania z pola życia przez wykorzystanie wszelkich możliwych szans w kierunku skrajnego konserwatyzmu, niemal 100-procentowej samowystarczalności i herm ety ki społeczności w przypadku termitów. A zatem w wiełkim laboratorium natury ich „eksperyment” się „powiódł” (to znaczy – uchronił je od całkowitej zagłady gatunkowej). Ate gdyby podobny los miał spotkać gatunek ludzki obdarzony świadomością, byłby to jedynie dowód głupoty na skalę kosmiczną. Bezrozumne (w porównaniu z ludzkim) gatunki nie są bowiem w stanie naruszać żadnych praw ewolucji.

Człowiek z punktu widzenia naukowego

Złudzeniem jest, by szczęście i zdrowie jednostki mogło być osiągnięte przez nią w izolacji, w oderwaniu od dobra i szczęścia innych ludzi, z którymi każda jednostka znajduje się w rozlicznych i ścisłych związkach jako element systemu: ja – ty, ja – inni. Zaburzanie tych związków, niszczenie ich homeostazy, jest czynnikiem nie tylko niszczącym zdrowie, ale także i wynaturzeniem struktur hierarchii wartości. Konieczne jest więc przeniesienie akcentów z egoistycznych na alterocentryczne (nawet w interesie koniecznych stopni egoizmu). Alterocentryzm jest bowiem postawą, w której nie musi nastąpić całkowite wyrzeczenie się egoizmu, niekiedy równoznaczne z wyrzeczeniem się własnego „ja”, natomiast nosiciel takiej postawy wie, że przyczyniając się do dobra innych – sam uzyskuje dobro, czyli także zaspokaja swój egoizm. Jest to więc, paradoksalnie mówiąc, rodzaj „interesownego altruizmu” jako formuła chyba bardziej do powszechnego zaakceptowania niż altruizm w pełnym i jednostronnym rozumieniu.

Cecha wspólna człowieka i zwierząt

Za wspólną cechę biologiczno-psychiczną zwierząt i człowieka uznał Lorenz „agresję wewnątrzgatunkową”, przypisując jej walor głównej siły rozwojowej, lecz i przestrzegając przed niebezpieczeństwami, jakie ze sobą niesie. Zanalizował mechanizmy tej agresji, jej funkcjonowanie, a także przenoszenie i stępianie, m.in. przez zabiegi „rytualizacji”. Agresja ta – w zależności od stopnia jej opanowania – jednakowo wiedzie do czynienia „dobra” (stwarza sytuacje wewnątrzgatunkowo pożądane), jak i „zła” (sytuacje niepożądane).

Rozmowa lekarza i poety

Poeta: Panie Profesorze, znamy się, rozmawiamy ze sobą i współpracujemy już od lat kilkunastu. Zastanawiam się, dzięki czemu jest to możliwe, bo przecież na pierwszy rzut oka tak wiele nas dzieli: jest Pan Profesor starszy ode mnie blisko lat 40, prawie dwa pokolenia (a nieraz mówiło się o „konfliktach” pokoleń): moim powołaniem jest pisarstwo, zawodem wyuczonym nauczycielstwo, wykonywanym – praca redakcyjna, Pana – nauka i praktyka medyczna. Uczonemu przypisuje się jako cechy konieczne żelazną logikę, precyzję, umysł chłodny i przenikliwy, wiedzę ściśle uporządkowaną i dostatecznie rozległą w swej dziedzinie: takich cech nie oczekuje się od poety, dając mu niejako placet na cechy innego rodzaju: tego, co wolno poecie – nie wolno uczonemu i na odwrót…

Kryzys medycyny – kontynuacja

Aby stworzyć przyszłym pokoleniom właściwe warunki rozwoju biologicznego, intelektualnego i emocjonalnego, sami musimy przejść przez rewolu- cję naukowo-humanistyczną. Człowiek jest jedyną istotą na globie, która rządzi się prawami biologicznymi, wypracowanymi przez biosferę i zakodowanymi w substancji genetycznej, a których efektem jest także myślenie, oraz przez prawa etyczne, które zrodziły się i dojrzewają w psychosferze. Psychosfera zadecyduje więc, czy zginiemy, niszcząc się w afekcie nienawiści, czy też przetrwamy, pomagając sobie wzajemnie.

Budulec ludzkiego ciała – kontynuacja

Sytuacja jest więc taka, że informacja genetyczna w kodzie DNA jest w zasadzie zupełnie taka sama jak przed tysiącami lat (oczywiście idzie o informację podstawową, natomiast cechy antropologiczno-rasowe czy osobnicze są tu nieistotne). Informacja ta „mówi” organizmowi, jak się ma budować i odbudowywać. Ale dostarczony wraz z pożywieniem budulec nie odpowiada już „parametrom” zakodowanym w DNA. Toteż organizm ludzki, owszem, buduje się i odbudowuje, ale z budulca znacznie gorszego niż niegdyś. Posłużmy się tutaj pewnymi analogiami: np. ktoś stawiałby dom wedle planu architekta, ale zamiast, powiedzmy, z granitu – budowałby go z piaskowca, albo gorzej, z gliny… Gmach z zewnątrz będzie taki sam, ale zniszczeje o wiele prędzej. I w takiej sytuacji jesteśmy współcześnie.