Rozmnażanie płciowe

Powiedzmy tylko, że procesy te są podstawą i warunkiem życia. Niewątpliwym i cudownym „wynalazkiem” ewolucji stało się rozmnażanie płciowe, wyraz „wariacyjnej fantazji natury”, wynalazek przełomowy, dzięki któremu możliwości rozwoju życia niesłychanie się spotęgowały, a to za przyczyną wykładniczego wzrostu liczby możliwych wariantów cech osobniczych, ich wzajemnych relacji, ich przenoszenia i kombinowania w kierunkach najbardziej ewolucyjnie pożądanych, nakierowanych nie tylko na przetrwanie, ale także na rozwój. Oczywiście działały tu, zaprzęgnięte do potrzeb ewolucji, martwe prawa wielkich liczb: one wszakże ostatecznie zadecydowały o niesłychanej różnorodności życia na Ziemi, tej różnorodności, która konieczna była, aby stworzyć biosferę jako gigantyczną „biocenozę”, w której wszystkie gatunki roślin i zwierząt są sobie wzajemnie potrzebne, wzajemnie podtrzymują i warunkują swe życie.

Etapy rozwoju człowieka

Na koniec przedstawmy – w aspekcie hematologicznym, jako że istotnym dalej punktem węzłowym naszych rozważań będzie cywilizacyjna „choroba modelowa”, czyli białaczka – okresy historii rozwoju ludzkości znamienne określonymi „zespołami hematologicznymi”. Według Jean Bernarda („Hematologia geograficzna”) wyróżnić możemy w tym względzie trzy okresy:

Profilaktyka i pedagogika

Kresiąc przeto wizję medycyny i ?urowia w wieku XXI, nie można przejść obojętnie obok klasycznych już publikacji odbrązowiających działania medyczne. Coraz więcej ludzi światłych dostrzega bowiem, że coś złego dzieje się w medycynie, skoro mimo postępów nauki i medycyny jednostkowej, stale przybywa chorób społecznych. Wypowiadał się na ten temat w 1975 r. także dr H. Mahler, dyrektor WHO {Światowej Organizacji Zdrowia). Najwięcej wrzawy wywołała książka lvana lllicha z 1976 r. pt. „Medical Nemesis”. Zauważmy tu, że jeden z bohaterów opowieści Tołstoja („Śmierć Iwana lljicza”) również nazywał się Iwan lljicz, a w jednym z dialogów zawarty jest bardzo krytyczny pogląd na medycynę, która nie zajmuje się chorym, ale raczej chorobą, której sedna nie potrafi dojść, patrząc wyłącznie przez

Technosfera

Technosfera aktualnie istnieje jako sfera w dużym stopniu wyalienowana i oderwana od swych źródeł, jakimi są sfery omówione wyżej. Technosfera jako zespół przeszłych, aktualnych i potencjalnie możliwych w przyszłości naukowo-technicznych wytworów ludzkości – w ich funkcjach przemysłowych, komunikacyjnych, architektonicznych, planistycznych, informacyjnych, kulturowych i innych (gdyż sfera ta niemal całkowicie przenika całokształt naszego życia) – oczywiście pozostaje w związkach z tymi poprzednimi. Ale świadomość tych związków uległa wyraźnemu zawężeniu i nie prowadzi do właściwych wniosków w sferze decyzji i preferencji harmonijnego rozwoju społecznego. Na kanwie technosfery wyrosło bowiem, jako szkodliwy produkt uboczny, myślenie technokratyczne. Wyrósł zespół ludzkich postaw i poglądów, które nazywamy technokratycznymi.

Myślenie człowieka

Niełatwo jest zrozumieć ludziom pozbawionym wyobraźni, że przykazanie miłości bliźniego, wytyczające postawy wierzącej części ludzkości po to, by umiała odnaleźć zdrowie i szczęście wśród ludzi, jest w ostatecznym efekcie identyczne z wynikami nauk społecznych i etycznych, które uzasadniają celowość rozwijania dobrych stosunków między ludźmi.

Metodologia systemowa

Głęboki sens metodologii systemowej dostrzegł swą intuicją Antoine de Saint-Exupéry. W swym „Pilocie wojennym” wyraża on myśli, które są tej metodologii zapowiedzią, a nade wszystko – genialną literacką ilustracją:

Zapobieganie wyginięciu ludzkości

Brzmi to może jak utopia, lecz ongiś utopijną była także wizja podróży na Księżyc i spacerów po nim. Ba, jeszcze w 1956 r. publikacje na łamach „Problemów” uzasadniały, że przed rokiem 1985 wystrzelenie sputnika jest całkowicie nierealne, a pierwszego satelitę, jak wiadomo, wystrzelono już w roku 1958… Utopie bywają realizowane wcześniej czy później. Nam zaś idzie o to, aby zrealizowane zostały utopie służące zdrowiu ludzi i to możliwie najszybciej, jeszcze za życia naszego pokolenia.

System filozofii ekologizmu

Inna zasada dialektyki mówi o przechodzeniu ilości w jakość. Ogromny, niemożliwy już do objęcia umysłem jednostki, zasób wiedzy i doświadczeń dyscyplin szczegółowych, choć z jednej strony poraża towarzyszącą mu eksplozją informacji, to jednak z drugiej strony prowadzi do formułowania nowych, obiektywnie istniejących jakości w sferach nauk, badań i dokonań podstawowych. Aby te jakości mogły być dostępne dalszym operacjom intelektualnym, muszą być formułowane i umiejscawiane wedle swoistego języka (niekiedy par excellence filozoficznego) i wedle określonej, porządkującej metametodologii, jako wyrazu i narzędzia nowoczesnej filozofii przyrody. Przez „przyrodę” bowiem – na takim szczeblu ogólności – należy rozumieć wszystko, co jest przedmiotem poznania, ale zarazem – jego podmiotem, czyli także człowieka psychosomatycznego i społeczno-kulturowego w kontekście cywilizacji.

Profilaktyka i pedagogika – ciąg dalszy

Wówczas dopiero zaistnieje realna możliwość globalnych działań na rzecz łagodzenia trudności ludzkiego losu, które są nie tylko wynikiem gry nieświadomych sił przyrody, lecz także działań ludzi o zbyt malej wyobraźni, zbyt małej wiedzy i nieczułym – w niedowładzie – sumieniu ekologicznym.

Prawo wykładniczego wzrostu liczebności

Ogólna teoria systemów jest zatem najbardziej podstawową i najbardziej fundamentalną z nauk – jak mówi Antoni Hoffman w swej książce („Wokół ewolucji”. PIW, Warszawa 1983) – choć jest to nauka czysto formalna, abstrakcyjna, dedukcyjna, badająca cechy właściwe wszystkim systemom.

Człowiek jest systemem autonomicznym, ale otwartym

Funkcjonuje dzięki wymianie energii i Informacji z otoczeniem. Zdolny jest też do aktywności spontanicznej, tworząc samodzielnie coraz wyższe poziomy organizacji. Człowiek nie jest więc jedynie bierną rzeczywistością wprawianą „w ruch” przez siły zewnętrzne. Nie do przyjęcia jest zatem model behavio- rystyczny, traktujący człowieka jako dobrze naoliwionego robota.

Człowiek społeczno-kulturowy: ewolucja pozagenowa

Immanuel Kant próbował odpowiedzieć na pytanie, czy rodzaj ludzki kroczy wciąż ku lepszemu. Ujmując problem abstrakcyjnie powiada on, że „Istnieją trzy możliwe odpowiedzi. Po pierwsze – stały rozwój. Po drugie – ciągły upadek. Po trzecie – kroczenie w przód na mniej lub więcej równym poziomie”. (Wg Józefa Piepera „Nadzieja a historia”. IW PAX, Warszawa 1981, s. 1).

Dzieje degradacji i zatruć środowiska – dalszy opis

Poważne zmniejszanie się pogłowia wielkich drapieżników i roślinożer- ców eliminowało konkurencję dla pozostałych, a zatem powodowało ich zwiększony rozród. Z kolei zaburzenie tej równowagi musiało w wielu wypadkach powodować zmiany w szacie roślinnej, a więc nakładać się na inne procesy geoklimatyczne. W końcu zaś suma zmian lokalnych dodana do innych mogła pełnić rolę katalizatora tych procesów.