Ochrona przyrody jest ochroną człowieka i jego zdrowia

Tak więc podstawą podejścia systemowego jest międzydyscyplinarność, wynikająca z potrzeby integracji różnych dziedzin nauki jako niezbędnego warunku poznania niezliczonych i wciąż zmieniających się czynników, które są przyczyną chorób. Taka zaś taktyka sprzyja wzbogacaniu się uczonego o rozległe dziedziny wiedzy: nic przy tym nie traci na głębi w zakresie własnej specjalności, a zyskuje na rozległości horyzontów myślenia, czyli zyskuje możność systemowego oglądu rzeczywistości, oczywiście zarówno dla dobra rozwoju samej nauki, jak i leczonego pacjenta w wypadku medycyny i zapobiegania chorobom współczesności, chorobom gleby, wody, roślin i zwierząt.

Niezawinione cierpienia bezwiednych ofiar wynaturzeń cywilizacyjnych

Mimo relatywizmu ocen co dobre i zte, człowiek jest jeden, przeto nie może mieć wielu etyk. Prawa etyczne kierujące rozwojem człowieka istnieją niezależnie od tego, jak je uzasadnia filozofia. Nauka nie obala praw moralnych, podobnie jak etyka nie obala praw natury.

Niewiedza i pytania

Nieprzyhamowany jedną metodologią pochód specjalizacji prowadzić musi do gromadzenia ogromnej, ale często nieprzydatnej tub mało przydatnej praktycznie wiedzy. Możemy wtedy zapytać: „Dlaczego – wiedząc tyle – coraz mniej wiemy?” albo: „Dlaczego, wiedząc tyle, tacy jesteśmy bezsilni?” Oczywiście – określenie stopnia niewiedzy jest podstawowym warunkiem uzyskiwania postępu i stawiania pytań, ale czym innym jest określenie stopnia niewiedzy, a czym innym po prostu ignorancja, która nam zagraża przy kolosalnym nadmiarze informacji. Sokratesowskie słynne „Wiem, że nic nie wiem” w swej lapidarnej formie nie oznacza bynajmniej agnostycyzmu, lecz jest dyrektywą twórczą. Mówi ono, że warunkiem uzyskania wiedzy jest uświadomienie sobie stopnia niewiedzy, dostrzeżenie, że czegoś nie wiem. Gdy sobie to uświadomię, dopiero wówczas jestem w stanie zadać pytanie. Zaś właściwe pytanie, to pierwszy warunek poznania na wyższym szczeblu ogólności.

Nauka lekarska i nauki społeczne

A człowiek już w zaraniu naszej kultury wiedział, że źle ułożone stosunki międzyludzkie działają chorobotwórczo. Nauka lekarska i nauki społeczne dowiodły, że przyczyną cierpień człowieka są nie tylko bodźce bakteryjne, nie tylko substancje toksyczne, nie tylko wypadki przy pracy czy inne, powodujące ból, kalectwo i przedwczesną śmierć, lecz także bodźce psychologiczne. Na pierwszy plan wysuwa się tu lęk (obiektywny, subiektywny, choćby nawet urojony) człowieka przed człowiekiem. Jest to czynnik chorobotwórczy nie mniej groźny niż złośliwy zarazek. Codzienne doświadczenie poucza nas także, że w niewłaściwie ułożonych stosunkach międzyludzkich tkwią niezliczone źródła chorób. Mówi się o nich od zarania dziejów, także w mądrości ludowej, wyrażonej np. powiedzeniami: „zamartwić się na śmierć”, „zżółknąć z zawiści czy zazdrości”, „umrzeć z lęku” itp. Istotą sprawy jest fakt, że potężne źródła chorobotwórcze tkwią nie tyle i nie tylko w sprzecznościach między człowiekiem i światem ludzkim a siłami przyro- dy, co w sprzecznościach natury intelektualno-emocjonalnej. Choroby te współcześnie to m.in. różnego rodzaju nerwice, psychozy reaktywne i inne, kończące się często udarami mózgu, zawałami serca, nadciśnieniem, wrzodami żołądka, alkoholizmem, a nawet – jak uważa wielu uczonych, m.in. radziecki uczony Rauchenbach i amerykański J. C. Solomon – niektórymi postaciami nowotworów. Dzięki całościowemu oglądowi świata, którego jesteśmy rozumnymi cząstkami, wiemy, że stres poraża układ immunologiczny w skojarzeniu z niedoborem Mg2+.

Miejsce w kosmosie

Zdobyto już Księżyc. Aparaty stworzone ludzką ręką przemierzają przestrzeń wokółziemską, docierają do Wenus, Marsa, Merkurego, mkną w kierunku Jowisza i Saturna, wybiegają na spotkanie komecie Halleya, krążą po wydłużonych orbitach wokół Słońca. Uczeni nieustannie podpatrują i „podsłuchują” kosmos na wszystkich długościach fal elektromagnetycznych, obserwują różne skomplikowane zjawiska zachodzące we wnętrzach gwiazd i w Słońcu, analizują skład wszelkiej dostępnej materii kosmicznej, badają formy energii docierającej z kosmosu. Jednak nigdzie dotąd nie na- trafiono na bezsporne ślady czy objawy życia pozaziemskiego. Oczywiście, nie jest wykluczone, a nawet jest prawdopodobne, że jeszcze gdzieś się rozwija wspaniałe i potężne zjawisko życia. Jednak, pozostając w zgodzie z obecnym stanem wiedzy, trzeba powiedzieć, że w dostępnym naszemu poznaniu fragmencie wszechświata ziemskie życie jest samotne, że pośród mrozu lodowatych planet, żaru słońc i nieskończonych przemian energii tylko w naszej ziemskiej „kołysce” zdołało narodzić się, rozwinąć i stawić czoło „martwocie” kosmosu – życie. Nikt nie wie, jak długi jeszcze musi upłynąć czas, byśmy mogli wkroczyć, jako kolonizatorzy, na niegościnne szlaki kosmosu. Jak mówi Stanisław Lem: „Współczesne eksploracje kosmiczne przyniosły ludzkości same rozczarowania. Księżyc okazał się całkowicie, co było po części wiadome i wcześniej, „niekolonizowal- nym” obiektem, podobnie Mars i Wenus. Propagowana przez science-flction idea kolonizacji planet w przedziale od dnia dzisiejszego do roku 2100 jest w stu procentach utopijna. Są to problemy nieprawdopodobnie trudne naukowo, nie mówiąc już o potrzebie dysponowania energiami takiego rzędu, jaki jest dla naszych technologii wręcz niewyobrażalny”.

W medycynie panuje powszechnie metodologia neopozytywistyczna

I choć obdarzyła ona naukowe myślenie bezcennymi wartościami, jak logika, to jednak uwikłała się i uwikłała nas w przeświadczenie, że istnieją choroby, którym nie można ani zapobiegać, ani ich leczyć. Jako więc niewarte zachodu i badawczego wysiłku znalazły się one na marginesie zainteresowań ludzi trudniących się zawodowo techniką leczenia. Ahumanitarność takiej postawy, usankcjonowanej jednak pragmatycznie, nie wymaga uzasadnień. Jest ona przy tym niebezpieczna także przez swą „infekcyjność”, ogarniającą nie tylko lekarzy, ale i ludzi z kręgu nauk politycznych, ekonomicznych, militarnych i innych, którzy w obliczu zjawisk katastroficznych, pozornie nie dających się uniknąć, przyjmują postawę ,.po mnie choćby potop”.

Ludzie wychowani na paradygmacie rewolucji przemysłowych

Rewolucja naukowo-techniczna nadal opiera się na prawie popytu i podaży. Prawo to preferuje aspekty komercjalne, które często mają znamiona niekorzystne dla zdrowia: prawo to przytłacza bezinteresowną życzliwość człowieka dla człowieka, a każdą ludzką czynność nakazuje przeliczać na uncje złota, które rozgrzesza każdą nikczemność i upadla ludzi. I choć zjawiska analogiczne znamy już z najdawniejszych przekazów historii ludzko- ści, obecnie – jak nigdy dotąd – grożą one klęską już nie tylko poszczególnym narodom czy grupom ludzkim, ale całej ludzkości. To właśnie złoto wyzwala opłacalność konformizmu i warunkuje sytuacje, w których producent rzeczy czy Idei podporządkowuje się gustom większości, a nie obiektywnej wartości dzieła. Prawo popytu i podaży w tej postaci pogłębia kryzys etyczny i w jego następstwie – kryzys ekologiczny. Sprzyja to również powstawaniu autorytetów formalnych, przytłaczających działalność autorytetów rzeczywistych. Sprzyja powstawaniu klik, gangów, stwarza „klimaty bezprawia”, wiodące ostatecznie do cierpień, chorób i przedwczesnych zgonów ludzi uwikłanych w określone układy międzyludzkie.

Lęk przed nuklearną zagładą

Wśród licznych kryzysów, jak demograficzny, gospodarczy, polityczny, zdrowotny i inne, dominującą rolę odgrywa aktualnie, I od dawna, kryzys ekologlczno-etyczny. Cybernetycznie możemy go opisać w ten sposób, że dziś kryzys etyczny jest sprzężony zwrotnie dodatnio z kryzysem ekologicznym „pętlą żywieniową”, czyli łańcuchem troficznym (pokarmowym). Wynika stąd wniosek, że tylko zmiana struktury i charakteru tej pętli, poczynając od naukowo uzasadnionych programów, może przeistoczyć sprzężenie dodatnie w ujemne i tym samym stworzyć szanse przetrwania dla nas i naszych dzieci.

Kontrolowanie ujładu biosfera-technosfera

Na przeszkodzie w kontrolowaniu układu biosfera-technosfera stoi pewien mankament, niejako „fałszywa informacja” wprowadzona do społecznego kodu stosunków międzyludzkich. Technosfera to świat maszyn i technologii, który obecnie przenika wszystkie dziedziny życia, I choć zmniejsza wysiłek mięśni, w miarę jak ogarnia coraz większe kręgi społeczności – stwarza warunki narastania wyłącznie ekonomicznej formuły związków między ludźmi. One to ostatecznie wymodelowały stereotypy myślenia, które nadały działaniom ludzkim formy obojętności i przekonania o coraz większej bezsilności w wypracowywaniu dróg do coraz pełniejszego zdrowia. Tak rodzi się atmosfera współczesnego świata, w którym dominuje interes własny i obojętność na los innych ludzi. Dostrzega się to zarówno w układach międzynarodowych, jak i nawet w osobistych stosunkach między ludźmi. Nic przeto dziwnego, że trend postaw aspołecznych pojedynczych ludzi stromo narasta, podobnie jak trend chorób cywilizacyjnych. W tej sytuacji musi zanikać jedna z najpiękniejszych ludzkich cech – bezinteresowność. Gorzej – jako relikt odległej przeszłości – wydaje się dziś wręcz śmiesznym anachronizmem. Oto jest jedna z cen, jaką płacimy za kryzys ekologlczno-etyczny towarzyszący rewolucji naukowo-technicznej, niedostatecznie skojarzonej z rewolucją naukowo-humanistyczną. Jest to, mówiąc prościej, wyraz kryzysu wartości, jaki ogarnął współczesny świat.

Koncepcja Heisenberga

Hasło to podchwycone zostało przez wszystkich, którym nie wystarcza redukcjonistyczna wiara, że na dowolnym poziomie organizacji od biologii po psychologię i socjologię, medycynę jednostkową i społeczną, świat to tylko makromolekuły, mutacje, dobór naturalny, odruchy warunkowe i bezwarunkowe, jednostkowe zachowania ludzkie. Że świat to coś więcej.

Jedność życia na Ziemi

Poczucie jedności i braterstwa z wszelkiem życiem pojawiło się w ludzkich systemach wartości już bardzo dawno. Znajdowało wyraz w różnych światopoglądach magicznych, a także w praktykach, np. ludów myśliwskich, kiedy to myśliwy albo przed zabiciem zwierzęcia, albo po jego zabiciu bądź wykonywał rytualny taniec, bądź przepraszał zwierzę za to, że musi lub musiał je zabić, aby nasycić głód. Gdy zdarzyło mu się natomiast zabić zwierzę będące totemem plemienia lub jego tabu, musiał składać ofiarę, by to zwierzę przebłagać, a niekiedy ponosił karę cielesną czy nawet karę śmierci. Dalekie echa tych wynikających przecież ze światopoglądu rytuałów czy praktyk magicznych „wysłyszeć” możemy jeszcze dzisiaj w obyczajowości czy obrzędowości myśliwskiej. Z tym, oczywiście, zaznaczmy od razu, że nasi przodkowie zabijali z konieczności, a nie dla przyjemności jako takiej.

Homeostaza i cybernetyka

Jak już mówiliśmy – zjawiska życia istnieją na arenie gry sił i tendencji właściwych wszelkim procesom materialnym. Zajmują jednak miejsce szczególne, gdyż występują wyłącznie w strukturach homeostatycznych („homeostaza” = stan dynamicznej równowagi), to jest tylko w takich, które leżą niejako „na styku” dwóch przeciwstawnych tendencji – entropii i negentropli. Nie mogąc nie podlegać obu tym tendencjom, podlegają im jednocześnie. I nawet tylko w tym rozumieniu życie jawi się nam jako osobliwy i najwyższy ze znanych stan materii. Ten stan nie jest jednak oczywiście wieczny. W jakimś momencie nieuchronnie zwycięża w nim tendencja entropii, chaosu, rozpadu, nieuporządkowania – czyli, ostatecznie, to, co nazywamy śmiercią. Dopóki jednak zjawisko życia trwa – ma zdolność samosterowania dla utrzymywania się w homeostazie. A tym sterowaniem rządzą prawa cybernetyki – podstawowo rzecz ujmując – zupełnie te same, którymi rządzi się sterowanie martwymi układami elektronicznymi, gospodarką, życiem społecznym itp., gdyż przez „cybernetykę” rozumiemy „najogólniejszą naukę o sterowaniu” (z gr. kybernetikos = sterujący).

Heiiosfera – ciąg dalszy

Prócz nielicznych wyjątków oraz mikroświata drobnoustrojów, cały świat roślin wodnych i lądowych uzależniony jest bezpośrednio i całkowicie od energii słonecznej umożliwiającej proces fotosyntezy. Nie wchodząc w subtelności tego zjawiska, powiedzieć trzeba, że jest ono podstawą życia na Ziemi. Bez roślin zielonych, które są pierwszym ogniwem łańcuchów pokarmowych, nie mogłyby istnieć zwierzęta i nie mogliby istnieć ludzie.