Podział na ducha i ciało

Znakomity fizyk Werner Heisenberg, konstruując teorię nieoznaczoności, dostrzegł zmierzch maszynizmu i niezależnie od rozumienia tzw. kopenhaskiej szkoły fizyków skierował uwagę również na odległą kulturowo filozofię, zakładającą jedność wszechrzeczy, która narodziła się znacznie wcześniej na Dalekim Wschodzie niż w Europie.

Wspomnieć też trzeba Nielsa Bohra, który po bliższym zapoznaniu się z kulturą chińską oświadczył, że w niezwykłym stopniu pokrywa się ona z jego własnymi ideami. Erwin Schródinger studiował Upaniszady, zaś Robert Oppenheimer nauczył się podobno sanskrytu, aby móc samodzielnie rozczytywać się w tekstach Bhagawad Gita. Piszemy o tym, aby uświadomić sobie i Czytelnikom, że każda megalomania zaślepia: że nasz model cywilizacji wcale nie musi być i nie jest jedynym do przyjęcia, że jednak istnieje dla niego jakaś alternatywa, skoro inna możliwość rozwojowa realizowana jest w praktyce i możemy to stwierdzić. Jak zwykle stajemy tu tylko przed problemem wyboru wartości dominujących: duchowych bądź materialnych.

Wschód właściwie nie zna i nie rozumie podziału na „ducha” i „ciało”, traktując te wartości łącznie, jednak bywa, że niewiele przywiązuje wagi do posiadania, nakierunkowując rozwój jednostki na samopoznanie, które jest wówczas drogą do szczęścia, a nawet drogą do zdrowia i nieprawdopo- dobnego wręcz opanowania ludzkiego ciata przy minimalnym zapewnieniu materialnych warunków egzystencji.

Patrząc na te zjawiska z zewnątrz, często pochopnie uzurpujemy sobie prawo do negatywnego oceniania takich kierunków rozwojowych. Widząc np. skrajną nędzę Hindusów, doznajemy z jednej strony uczuć współczucia, z drugiej – oburzenia na porządek społeczny za tę nędzę odpowiedzialny. Zapominamy przy tym, że pojęcie „nędzy”, nie jest pojęciem bezwzględnym: jest to także poczucie subiektywne. Zakonnik w zakonie o regule zabraniającej posiadania czegokolwiek na własność, wcale nie czuje się „biedny i nędzny”, że niczego nie posiada. Tybetański mnich czy gorliwy wyznawca innych religii Wschodu, uprawiający kontemplację, wręcz nie potrafi czuć się nieszczęśliwy z powodu – z naszego punktu widzenia – nędzy czy nawet głodu, gdyż cele i motywacje jego istnienia nakierowane są inaczej niż nasze. Owszem – tylko nasza cywilizacja zdołała przedostać się w kosmos i zdobyć Księżyc. Uznaliśmy to za cel i osiągnięcie wielkie. Słusznie. Ale inne umysłowości mogą i mają prawo cel taki uznać za błahy i niewart zachodu. I jakież mamy prawo deprecjonować ich zdanie?

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>