Rozmowa lekarza i poety cz. III

Lekarz: Obaj jesteśmy świadomi swej ułomności, ale pokażemy pewne zjawiska w przeświadczeniu, że skoro my dobraliśmy się jako ludzie dobrej woli, to znajdą się i podobni ludzie, którzy nie drwiną, ale mądrą zadumą, czy nawet krytyczną, cenną uwagą nadadzą naszym myślom dalszy bieg. Efekt spotkania myśli lekarza i poety poddany zostanie krytycznemu spojrzeniu Czytelników trzech kategorii: lekarzy i pacjentów, rządzących i rządzonych, nauczających i nauczanych – a Ty z wykształcenia jesteś pedagogiem. Zaproponujemy nasze przemyślenia. Może spotka nas drwina, ale za to będziemy mieli wewnętrzną satysfakcję, że uczyniliśmy to, cośmy mogli i powinni uczynić.

Poeta: Sprzymierzonych ludzi nauki i sztuki, którym w skali światowej przewodniczył Pan Profesor w World Academy of Art and Science, stać na to, by z odwagą, do jakiej nawołuje Karl Popper, nie patrząc na ryzyko ośmieszenia, poszukiwać nowych narzędzi poznawania i zmieniania świata, a nawet zmiany kilku paradygmatów w tym zakresie.

Lekarz: Moje życie od chwili wybuchu wojny dało mi asumpt do przekonania, że niektóre metodologiczne założenia nauki należy zmienić, opierając się chociażby na zasadzie nieoznaczoności Heisenberga, rzutującej i na inne procesy poznawcze. Uświadomiłem sobie na własnym przykładzie w chwilach zagrożenia, jak np. sam fakt obserwacji zniekształca obserwowane zjawiska. Stare porzekadło mówi o tym, że „Strach ma wielkie oczy”. Dowodem na to są także swoiste „olśnienia” wyzwalane w chwilach zagrożenia – nieoczekiwane siły umysłu. Świadczy to o potrzebie zwrócenia przez ludzi nauki większej uwagi na badanie i doskonalenie potencjalnych zdolności ludzkiego umysłu, dotychczas ignorowanych.

Poefa: Przypomina mi to wyzwanie rzucone nauce przez Edgara Mitchella, siódmego z kolei człowieka, który postawił stopę na Księżycu, a który założył w USA Instytut Nauk Nootycznych, czyli Instytut Badań Umysłu.

Lekarz. W pewnej mierze masz rację, bo jednym z moich celów jest poszukiwanie i inspirowanie specjalistów od programowania modeli matematycznych, umożliwiających zrozumienie rzeczywistości badawczej przez tworzenie informacyjnych banków czynników zagrożenia białaczką, banków zagrożenia i ochrony pokoju, a także modeli matematycznych, które by wiodły do łącznego zrozumienia fizycznego i metafizycznego charakteru świata, co chyba bliskie jest teorii „pola morfogenetycznego” Mitchella.

Poeta: Wiąże się to chyba także z dawnymi koncepcjami Sheldrake’a. Ponadto rysuje się tu wniosek, że między doświadczeniem wewnętrznym i potrzebami duchowymi człowieka a nauką winny być budowane „przęsła”.

Lekarz: Mitchell słusznie twierdzi, że wkraczamy w nową fazę rozwoju człowieka. Do niedawna człowiek był tylko przedmiotem ewolucji biologicznej, a obecnie wkracza w epokę ewolucji intelektualnej, po której nastanie faza ewolucji duchowej.

Poeta: Czy mam przez to rozumieć, że racjonalny i „duchowy” aspekt doświadczeń ludzkich zjednoczy się w medycynie jutra?

Lekarz: Nie tylko w medycynie, ale także w zintegrowanych naukach technicznych, biologicznych i humanistycznych oraz ścisłych. Dziś, gdy odrzucamy obiektywne fakty li tylko dlatego, że nie znamy pełnego dla nich naukowego uzasadnienia, czynimy krzywdę ludziom, którzy nam zawierzyli. Przytoczę z mojego doświadczenia tylko fakt silnie przeciwzapalnych właściwości minimalnych dawek iperytu azotowego. Fakt ten odrzuca się i nie przyjmuje go do wiadomości, ponieważ decydenci nie mogą znaleźć naukowego uzasadnienia tego zjawiska, a fakty mało ich obchodzą. Nawet moje wyzwanie, że „konia z rzędem” temu, kto wskaże na przestrzeni 40 lat doświadczeń krakowskiego zespołu przypadek, by nitrogranulogen stosowany w dawkach przez nas opracowanych przyniósł szkodę jakiemuś choremu – zostało bez echa: nikt takiego przypadku nie był w stanie wskazać. To samo dotyczy koncepcji systemowego podejścia do profilaktyki chorób o różnym obrazie klinicznym, a wspólnej patogenezie immunologicznej, wyzwolonej zubożeniem biosfery w sole magnezowo-wapniowe, na skutek nadmiaru ubocznych produktów przemysłu działających wolno- rodnikotwórczo. Reprezentując pogląd, że nauka jest próbą zrozumienia pewnych obszarów rzeczywistości, uważam za nonsens ignorowanie faktów tylko dlatego, że trudno się nam wobec nich opowiedzieć, opierając się na dotychczasowych paradygmatach.

Poeta: Zatraciliśmy więc naturalną zdolność wykorzystywania empirycznych spostrzeżeń?

Lekarz: Tak. I to graniczy z głupotą. Kto bowiem nie ewoluuje, ten się cofa. Często jednak narzędzia intelektualne, jakie stosujemy, są nieprzydatne do przekonania innych o słuszności naszych spostrzeżeń, dlatego właśnie potrzebna jest nowa przestrzeń postrzegania, potrzebne są inne układy odniesień. Medycyna także musi ewoluować, a źe powinna chronić bio- fizyczny i psychospołeczny system ludzki, potrzebna jest jej sita, chroniąca przed nieprzestrzeganiem zasad zdrowego życia. A do tego konieczne jest przyjęcie wielu swoistych „niezmienników”, analogicznych jak znaki drogowe, jednakowych na całym świecie, powszechnie zrozumiałych, nad których przestrzeganiem – w imię bezpieczeństwa zdrowia i życia – czuwa milicja drogowa, w której widzimy partnera. Taką „milicję zdrowia” winna być medycyna przyszłości, jeśli wyjdziemy z założenia, że człowiek w pełni normalny i zdrowy nie może być zły ponad przyrodzone niedoskonałości. Poeta: Prawie już zarysowaliśmy cel naszej książki?

Lekarz: Dodajmy, że jej celem będzie pokazanie, jak w partnerskim wysiłku i zrozumieniu naświetlić można współczesny paradygmat systemowy, będący w istocie współczesnym determinizmem środowiskowym. Paradygmat antymechanistyczny, wiodący do wizji lepszego jutra, w którym medycyna służyć będzie dobru rozumianemu szerzej niż obecnie, przede wszystkim jako globalna profilaktyka wszelkich zagrożeń życia i zdrowia człowieka.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>