Rys ewolucyjnej historii chorób – ciąg dalszy

Egzystujący obok nas i w nas, często niedostrzegalny gołym okiem, świat organizmów chorobotwórczych, właściwy jest wszelkim formom życia: chorują bowiem ludzie, zwierzęta i rośliny, a nawet – w pewnym sensie – bakterie. Jedynie wirusy – owe zadziwiające i niekiedy śmiertelnie niebezpieczne twory natury – zdają się być wolne od zjawiska „choroby”. Nawet różnego rodzaju pasożyty mają z kolei albo pasożytujących na nich wrogów, albo wrogów chorobotwórczych w świecie bakterii i wirusów. Mamy więc do czynienia z powszechnie istniejącym kręgiem wzajemnych zależności chorobotwórczych w naturalnym świecie przyrody, który istniał w takiej właśnie postaci, zanim jeszcze pojawił się człowiek.

Najprościej mówiąc, z organizmem chorobotwórczym ma: o czynie nia wówczas, gdy inny – atakowany – organizm jest dla niego albo w pełni niezbędnym środowiskiem istnienia i rozwoju, albo potrzebny jest tylko do spełnienia niektórych funkcji agresora, np. rozmnażania, przeniesienia w przestrzeni itp.

A więc tak czy inaczej, ewolucja organizmów przebiegała wspólnie, a pozostając w zgodzie z zasadą wzajemnej „wszechpotrzebności” wszystkich organizmów możemy uznać, że część z nich wyspecjalizowała się – w walce o byt – w egzystencji za pośrednictwem innych organizmów, ale ich – oczywiście – kosztem, wywołując w nich rozmaite zaburzenia funkcjonalne i strukturalne.

Rekonstruując w tym względzie hipotetyczną przeszłość, opartą jednak na pewnikach, możemy dojść do kilku interesujących wniosków. Charakterystyczną cechą przyrody naturalnej, dostrzegalną nawet dla laika tam, gdzie jeszcze fragmenty takiej przyrody zachowały się, jest fakt jej ogromnej różnorodności na większych obszarach. Tak zwane monokultury, czyli jednogatunkowe uprawy rolnicze lub leśne, są wyłącznym „wynalazkiem” człowieka, opętańczo goniącego za szybkim zyskiem. Przyroda takich monokultur nie zna, a te jej obszary, które zdają się mieć monokultu- rowy charakter, są biocenozami naturalnymi, wyposażonymi w niezbędny „komplet” wszelkich innych komponentów, przez co biocenozy takie są niewspółmiernie bogatsze, a przez to zdrowsze i produktywniejsze niż monokultury zakładane przez człowieka. Nie możemy tu wchodzić w szczegóły. Zauważmy jednak, że właśnie na przykładzie monokultur można prześledzić pewne zależności związane z problemem szkodników. Oczywiście, z punktu widzenia człowieka każdy organizm chorobotwórczy atakujący ludzi, zwierzęta lub rośliny także jest „szkodnikiem”, chyba że atakuje z kolei szkodniki świata roślinnego lub zwierzęcego.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>